środa, 04 marzec 2015 16:00

Umierają miejscowości na Kresach

Pochłonięci całkowicie sprawami życia codziennego sądzimy często, że całe nasze dzisiejsze "teraz" będzie trwało wiecznie. Tymczasem wszystko przemija. Przemijamy zatem nie tylko my, lecz także przemijają całe narody, państwa, cywilizacje, imperia, religie. Bardzo cierpimy, gdy odchodzi ktoś bliski. A gdy umiera miejsce gdzie się urodziliśmy, skąd pochodzą najmilsze wspomnienia naszego bezpiecznego, beztroskiego dzieciństwa ?

Piszę o tym bo wieś z której pochodzę właśnie umiera. Umiera nie tylko ta jedna wieś. Większość wsi na Kresach naszej Ojczyzny umiera tak jak moja rodzinna wieś niedaleko Łaszczowa.

WB.

Średnia wieku ponad pięćdziesiąt lat. Młodzież uciekła do miasta, albo wyjechała do Irlandii. Na dziesięć chałup zamieszkana jest tylko jedna. Ziemię oddaje się za renty, albo wydzierżawia za grosze tym, którzy mają po sto hektarów, mieszkającym zresztą najczęściej w miastach. Przykro na to patrzeć, jak domy, które pamiętam jako tętniące życiem, dziś walą się ziejąc powybijanymi oknami obok zrujnowanych stodół i obór a żyzne przecież, jak rzadko gdzie, pola leżą odłogiem. Pamiętam jak na trasie naszych ubiegłorocznych motocyklowych wyjazdów po pograniczu natykaliśmy się na prawie całe martwe wsie. Siedzę co tydzień u rodziców, na mojej rodzinnej wsi i z żalem obserwuję jak przyroda powoli, ale systematycznie zabiera to co kiedyś nasi dziadkowie i rodzice ciężką pracą zbudowali.

Innym aspektem sytuacji jest to, że gdy wieś polska dusi się od nadprodukcji i została odepchnięta od wielu rynków zbytu, władze pozwalają na import tańszego zboża a ostatnio i mięsa. „Z bożej łaski” ekonomiści chcą budowy w kraju wielkich farm jako niby bardziej wydajnych. Tylko dlaczego nasza żywność robi taką furorę w Europie Zachodniej, a ich rodzima produkowana w tych wydajnych farmach jest jakby mniej smaczna i, co ważniejsze, zdrowa? Zabrnąłem zdaje się, bo to już chyba polityka?!

Ponieważ to boli to czytam. Okazuje się, że 30 lat temu wsiom niemieckim czy austriackim, podobnie jak teraz naszym groziło wyludnienie. Ludzie uciekali do miast i trzeba było ich zatrzymać. Rozłożona w czasie odnowa wsi zatrzymała proces wyludniania. Zaczęło się od kursów: komputerowych, usług księgowych, podatkowych, poligrafii i obsługi firm. Pracę znalazło wiele osób. Miejscowości znane np. z uprawy ziół, malowanych na różne kolory domów, święta dyni, promocji lokalnych wyrobów, przyciągnęły turystów. Nawet maleńkie wsie, w których utrzymano sklepiki, przy nich agencje pocztowe i ksero przetrwały. Okazało się, że jak dawnej, wieś umiera, gdy umiera ostatni sklep lub karczma. I zawsze zostaje przydroża figura.

Tylko czy u nas znajdą się ludzie, którym „będzie się chciało chcieć” coś zrobić dla Kresowej wsi ratowania?

Moim zdaniem chyba nie uratujemy już tych wsi na pograniczu, ale na pewno możemy uratować ich obraz przez pamięć. Zanotujmy gdzie stały chałupy i stodoły, jak nazywali się gospodarze, skąd pochodzili i gdzie wyjechali lub kiedy pomarli i gdzie zostali pochowani – zwłaszcza jeżeli są to nasi krewni lub najbliżsi sąsiedzi. Zróbmy użytek z naszych aparatów cyfrowych, choćby po to, by wnukom kiedyś pokazać jak wyglądały miejsca naszego dzieciństwa i młodości, jak piękne były trasy naszych motocyklowych wędrówek.

Czytany 1400 razy